poniedziałek, 4 listopada 2013

Praca i dzieci.



Na rozmowie o pracę usłyszałam, że "dzieci nie powinny być traktowane jak jakaś przeszkoda w pracy", a potem zaproponowano mi 9 godzin pracy + praca w nadgodzinach (bo przecież projekt!), a do tego jeszcze kilka wyjazdów służbowych w roku.... słodkie. Odpowiadam - dzieci nie są żadną przeszkodą! Przeszkodą w ich odpowiednim wychowywaniu jest jednak ładowanie pracownikowi tylu godzin pracy!


czwartek, 31 października 2013

Byle jak.

Radziłabym pracodawcom wykazać też choćby minimum zaangażowania w pisanie ofert pracy. Wymagają miliona rzeczy od kandydata to niech chociaż ogłoszenie będzie miało ręce i nogi, a nie jakieś frazesy, które nic nie mówią. Bo co to niby za wartość dla pracownika, kiedy firma -

"Oferujemy:

- pracę w młodym zespole" .... ?

Naprawdę? A co to znaczy? Do kiedy jest się młodym? Dlaczego młody zespół jest lepszy niż stary? Czy w ogóle chodzi o wiek czy o doświadczenie?
Ja niby wiem o co chodzi ale mierzi mnie takie bzdurne przepisywanie pustych sloganów... Zarówno w ofertach pracy jak i w listach motywacyjnych. Coraz więcej rzeczy, nie tylko przedmiotów, jest teraz takich byle jakich. ...bleee :(

wtorek, 29 października 2013

O krok od zapalenia płuc.

Mam kryzys. Zmęczenie fizyczne oraz psychiczne osiągnęło swoje apogeum. Od 5 tygodni kaszlę, dzisiaj lekarka zapisała mi kolejny antybiotyk oraz wystawiła skierowanie na RTG klatki piersiowej... Nie mam siły, czuję się fatalnie. Do tego nadmiar pracy w pracy ... Oczywiście żadnej pomocy, nie ma nawet zastępstwa gdyby ta przysłowiowa cegła spadła mi na głowę. Już tydzień zwolnienia w tym miesiącu wzięłam, następnego firma by nie przełknęła, dostałabym z pewnością kopa. A może powinnam sprawdzić czy tak by na pewno było? Marzę o wypoczynku, przespaniu 48 godzin non stop. Niby nic w porównaniu z gwiazdką z nieba, a jednak w obecnej sytuacji wydaje się bardziej nieosiągalne. Niech mnie ktoś przytuli, pocieszy, a najlepiej zaoferuje pewną, bezstresową pracę na 3/4 etatu!

wtorek, 22 października 2013

7 lat temu.

7 lat temu było 20 stopni i świeciło słońce. 7 lat temu przyrzekliśmy sobie miłość, wierność i uczciwość małżeńską. I wciąż razem, jak to dobrze, że przez te 7 lat mimo zapewne wielu okazji, nic nie spapraliśmy na tyle aby uciec od naszej przysięgi.  Zrobiłam sobie podsumowanie tych 7 lat i wyszło dobrze, naprawdę dobrze. Obyśmy nadal dbali o wzajemne relacje. Takie moje życzenie rocznicowe. Podsumowanie wyszło dobrze, ktoś zadzwonił z pewną propozycją (oby była dla mnie dobra i warta zaryzykowania zmian), trochę się martwię zdrowiem ale bardzo wierzę, że to nic poważnego. Chcę aby nadal było dobrze. Jasne, zawsze mogłoby być lepiej, ale ja nie mam takiego roszczeniowego podejścia do życia, mam wiele i niech po prostu nic z tego nie ubywa.

niedziela, 20 października 2013

Spaghetti po bolońsku.

Zdecydowanie moje ulubione.

  • oliwa do smażenia
  • mała drobno posiekana cebulka
  • mała starta na grubej tarce marchewka
  • 2 łodygi selera naciowego pokrojone w drobną kostkę
  • 50 g drobno posiekanego bekonu
  • 350-400 g mielonego mięsa, najlepiej wołowiny ale indyk też daje radę
  • puszka lub dwie pomidorów bez skórki
  • zioła, papryka, sól, pieprz
  • dwa ząbki czosnku startego na drobnej tarce
  • kieliszek czerwonego wina (półwytrawne najlepiej, ale może być też półsłodkie)

Na rozgrzanej oliwie podsmażyć cebulkę, dodać czosnek, marchewkę i seler oraz bekon. Smażyć kilka minut na tyle delikatnie aby nie spalić czosnku i cebulki, a następnie dodać mięso i podkręcić mocno ogień tak aby mięso się zarumieniło. Dodać pomidory,przyprawy oraz wino, zmniejszyć płomień i dusić pod przykryciem.
Podawać z dobrej jakości makaronem, można posypać parmezanem i przyprawić bazylią, a także w trakcie jedzenia dopić otwartą butelkę wina.

Bekon i seler nadają wspaniały smak. I jak nie przepadam za selerem naciowym w innych potrawach to w tym spaghetti jest obowiązkowe. A po takim obiedzie tylko tiramisu ... Ale to już inna historia.


piątek, 11 października 2013

Prawo Jazdy.

Zaczyna się...W końcu po latach, rozpoczynam kurs prawa jazdy. Boję się jak cholera.  Oczywiście tego, że jestem już stara i się nie nauczę, że zdam dopiero za siedemnastym razem, że i tak będę kiepskim kierowcą etc.. A do tego nie pomaga perspektywa bycia już rodzicem, ponieważ teraz wszystko oceniam przez pryzmat siebie i dzieci. W tym przypadku, tego że przecież będę kiedyś wozić moje największe skarby! Nie wiem czy to przeszkadza czy pomaga? Czy ta myśl o bezpieczeństwie nie sparaliżuje mnie za bardzo, a może pomoże być dobrym kierowcą, lepszym, nie wiem. Mąż też nie pomaga. Jest klasycznym przykładem mężczyzny, który uważa, że kobiety są o wiele gorszymi kierowcami od płci brzydkiej. Strasznie mnie to wkurza, wysłuchiwanie takich komentarzy sprawia, że ja się strasznie spinam, i mam obawy co do swoich możliwości. Nie pomaga niestety. Trzymajcie kciuki, św. Krzysztofie pomóż łaskawie ;)

"Gotowarze"

No i proszę. Mama (znaczy ja) zaczęła gotować i co się stało? Franek od razu pospieszył z pomocą :) Antek też oderwał się od gry i dołączył do Frania. O ile młodszy zdecydowanie woli gotować, to Antek dba o ułożenie talerzy i odpowiednio przygotowany stół ...  Kochani!

Chwilo trwaj

Dzień piękny, słoneczny, kolorowy, zachęca do radosnego go przeżywania. I chociaż kaszel daje mi się mocno we znaki, wymyślimy na dziś coś fajnego z chłopakami.
:)

czwartek, 10 października 2013

W kuchni też zmiany

zakupki
Zmobilizował mnie dzisiaj wpis na Facebooku koleżanki Gabrysi. Napisała, że gotuje wspaniałe rzeczy - jakieś naleśniki z kaszy, kotleciki i pieczoną dynię. I tak sobie pomyślałam, że nie pamiętam już kiedy gotowanie sprawiało mi przyjemność. A przecież sprawiało. Gotowałam jak szalona, próbowałam wciąż nowych rzeczy, znajomi byli stałymi testerami mojej kuchni. A teraz? Gotuję tyle ile muszę, wciąż te same sprawdzone przepisy, nie ma miejsca na nowości i ryzyko w kuchni. Wiem, że dużą winę ponosi za to brak czasu. W końcu jak wraca się do domu o 19:00 to komu chciałoby się eksperymentować? Ale z drugiej strony? Przecież warto pokazać synkom, że kuchnia ma wiele smaków. Zresztą sama tęsknię za wieloma z nich. Może więc warto chociaż trochę wrócić do garów ;)? To łatwe nie będzie, ale na początek może chociaż raz w tygodniu? Koniecznie muszę zacząć robić listę zakupów do planowanej potrawy i się jej trzymać. Zauważyłam, że często ochota na nowe potrawy jest ale zawsze brakuje jakiegoś składnika i cały plan się szybko sypie. No cóż, dyscyplina to rzecz, której mi absolutnie brakuje. No ale dobra, byłam w sklepie, kupiłam trochę rzeczy i na początek - nic nadzwyczajnego, zrobię zwykłe kluchy z wołowiną i warzywami. Ale wyjdę w końcu poza ramy pomidorowej i mielonych. Tym razem też nie ma wszystkiego, zapomniałam o selerze naciowym i boczku ale w końcu zakupy były dopiero preludium do zmian właściwych ;))) Zabieram się do dzieła z tym co mam.

Rok po roku - obietnica zmiany

Gdzieś mi uleciał cały rok .... i nic się nie zmieniło. Wciąż ta sama beznadziejna praca, wciąż tyle samo godzin poza domem. Teraz jest wspaniale i spokojnie, bo na kilka dni mam zwolnienie i choruję i NIE MA mnie w pracy! A w poniedziałek znowu piekiełko.

Czytam to i nie wierzę - jak to możliwe, że mija rok, a ja tkwię nadal po uszy jak tkwiłam. Jestem coraz bardziej zmęczona i sfrustrowana. Nie no, dosyć tego. Przecież to się musi zmienić, a co za tym idzie muszę zacząć działać. Dobra, zapisuję to - zaczynam szukać nowej pracy. Ale tak na poważnie, a nie tylko w myślach. I boje się jak jasna cholera, kto da pracę OSOBIE BEZ ANGIELSKIEGO! - takich ogłoszeń po prostu nie ma, ale niestety taka jestem i muszę szukać pracy mimo tego. Dla siebie, dla synków, dla świętego spokoju.

To jak będzie? Wy, wymyśleni obserwatorzy i czytelnicy, jesteście świadkami. Dnia 10 października godz. 16:09 - zmienia się wszystko.

Będę silna, będę twarda, nie dam się tej zasranej pracy skopać i przekonać, że na nic innego mnie nie stać. TAK MA BYĆ! I będzie, prawda?

"Najtrudniejszy jest, w życie pierwszy krok ..." (potem też łatwo nie jest tak wg. mnie)